Obserwacje zapędów reformatorskich obecnego rząd są dla mnie sui generis nauką prawa. A właściwie nauką „jak nie należy działać” (rzymskie non facere). Są inspiracją do tekstów, przemyśleń i bardzo często „wieszania psów” na ludziach, którzy tak lekkomyślnie decydują o przyszłości młodego pokolenia.

 

Chciałbym parę linijek poświęcić nowej reformie edukacji ( ustawa o systemie oświaty) oraz kształcenia lekarzy- dentystów(ustawa o zawodach lekarza i dentysty, a konkretnie jej zmiana z kwietnia 2011)

Reforma- zmiana lub szereg zmian w jakiejś dziedzinie życia, w strukturze organizacji lub sposobie funkcjonowania jakiegoś systemu, mające na celu ulepszenie istniejącego stanu rzeczy (PWN, słownik języka polskiego).

 

 Jestem absolwentem liceum ogólnokształcącego, obecnie studiuję. Idąc do liceum byłem w tej fantastycznej sytuacji, że byłem wprost pewny co mnie interesuje. Była to historia, nigdy nie miałem też problemów z językiem polskim. Interesowała mnie kultura słowa, lubiłem czytać. Byłem jednak na tle moich znajomych wyjątkiem. Część kierowana przez rodziców, jeszcze inni na zasadzie „gdzie się dostanę”, zasiliła, mniej lub bardziej świadomie, skład liceów i innych szkół średnich.

 

Obecna reforma nauczania Katarzyny Hall wprowadza jeszcze większy mętlik. Nadal kisić się będą wyrostki w gimnazjach (gdzie ja nauczyłem się bić/dostawać po głowie), a liceum (gdzie młody człowiek w miarę się stabilizuje i wychodzi „na prostą”) będzie jedną wielką hodowlą baranów. (http://piechula.com.pl/2012/02/generacja-baranow-katarzyny-hall/ )

 

Wykształcenie pozwala krytycznie patrzeć na świat, samodzielnie myśleć. W dobie tak zwanych „wąskich specjalizacji” ludzie zatracają pewne umiejętności i informacje. Ktoś powie, że reforma właśnie powinna iść z duchem czasu oraz dostosowywać się do nowych warunków. Owszem, lecz czy powinno to się odbywać kosztem ograniczenia nauki logicznego myślenia (matematyka) czy świadomości przynależności do pewnego kręgu kulturowego (historia).

Ograniczenie wymiaru godzin wielu istotnych przedmiotów szkolnych w tak młodym wieku wprowadzi ogromne zmiany u uczniów, których w późniejszym etapie (gdyby sami chcieli) już nie nadrobią. Liceum to miejsce, w którym nauczyciel powinien prowadzić, być mentorem, pokazywać różne drogi myślenia, pozwalać otworzyć się na świat. Co dostajemy po reformie? Zajęcia z przyrody, zdrowia, bloki tematyczne przedmiotów.

Reforma wzorowana na systemie anglosaskim nijak nie przystaje do naszych warunków, mentalności. Reforma to powolne wdrażanie, zmiana ewolucyjna. Nie sztuką jest wprowadzić zmiany "na hurra", a później się z nich rakiem wycofać, a to jest domeną obecnej władzy.

 

Dotyka wszystkich nas pośrednio również zmiana w nauczaniu zawodu dentysty. Okryte złą sławą poczynania Ewy Kopacz jako minister zdrowia powiększają się. Za szkodzenie pacjentom, lekarzom, studentom dziś traci się posadę ministra zdrowia, by zyskać...fotel Marszałka Sejmu. 

Ciężkie, wymagające ogromnej pracy studia stłoczone w szerokim wymiarze godzin w 5 latach zmienią się w czteroletnie, z piątym rokiem na staż podyplomowy.(http://www.studenci-stomatologii.pl/aktualnosci/3410-nadchodzce-zmiany-w-ustawach-medycznych )

Zmiany obejmą także egzaminy końcowe (z państwowych na „kończące szkołę”, więc przechodzące w gestię uczelni wyższych). Wszystko w imię oszczędności, bez pochylenia się nad sytuacją młodych. Moi znajomi oraz siostra studiują obecnie stomatologię. Ich zmiany nie obejmą, ponieważ obowiązują dopiero tegorocznych maturzystów.

Ale studenci w tej sprawie mówią jednym głosem. Mają tak wiele zajęć praktycznych i teoretycznych plus praca w domu z książką, że ledwo przez te 5 lat wystarcza czasu. Zmniejszenie wymiaru do 4 lat odbędzie się kosztem 1) przyswojonej wiedzy 2) jakością późniejszego wykonywania zawodu oraz 3) formy fizycznej i psychicznej zaliczających ogromne partie materiałuw tak krótkim czasie, studentów.

Jedynym plusem tu jest kasa, która zostanie w budżecie państwa.

 

Należy w związku z powyższym postawić zasadnicze pytanie: to my jesteśmy dla państwa czy państwo ma służyć nam?

Mnie uczono, że władza dyskrecjonalna, „imperium” państwa jest ściśle powiązana i wykonywana przez działania, które nazywamy administracją. Łacińskie „administrare” znaczy „służyć”.

Władza to służba, prowadzenie reform to forma służenia obywatelom, Narodowi, do którego według Konstytucji należy władza w państwie.

 

Czy po raz kolejny musimy się utwierdzać w tym, że wszystkie wzniosłe idee, normy konstytucyjne, nadrzędne nie dotyczą naszego życia publicznego?